Media 2007
tv7: Miasto Mistrzów
GW: Jestem dumnym szczecinianinem
Gazeta Wyborcza
Ścigam się na ręcznym rowerze, a największy wpływ na moje wyniki ma ... wioślarstwo - swój sezon podsumowuje Arkadiusz Skrzypiński, niepełnosprawny zawodnik Vobis Start Szczecin
Będąc rezerwowym naszej eksportowej dwójki Jolanta Pawlak - Piotr Majka mogłem być spokojny o bardzo praktyczną pomoc trenera kadry Tomka Kaźmierczaka, a pan dr Krzysztof Krupecki miał wystarczająco dużo czasu, aby poznać "właściwości" mojego organizmu. Dlatego też kompletnie zmienił się mój zimowy, przygotowawczy plan treningowy. Prawie nie jeździłem na rowerze, większość czasu spędziłem na siłowni i wyspie wioślarskiej. Dzięki temu, gdy w marcu pojechałem na kilka tygodni do australijskiego Perth (czuję się już tam jak w domu, raj życia rodzinnego) wystarczyło jedynie przyzwyczaić się do asfaltu i błyskawicznie - niespodziewanie dla mnie - przyszła forma. Komplet pięciu etapowych zwycięstw podczas "Wild West' Hand Cycling Tour", następnie powrót do Europy i zwycięstwo z rekordem trasy w berlińskim półmaratonie (bliskość Berlina sprawia, że ścigam się tam jak u siebie - dobrze mnie tam przyjmują, mam wielu niemieckich przyjaciół). Potem lot za Atlantyk i drugie miejsce w Bostonie, w najstarszym (już 111.!) maratonie świata. To był mój wymarzony debiut w Stanach.
Zabrakło medalu
Zobaczyłem, że "dobrze jest", więc postanowiłem skoncentrować się wyłącznie na sierpniowych MŚ. Niestety szczęście mnie opuściło, przyszły gorsze wyniki w Europie. Jeździłem coraz szybciej, ale miejsca były niezadowalające. Życiową formę miałem wtedy, kiedy miała być, czyli podczas Kolarskich Mistrzostw Świata w Bordeaux. Sam start to jednak kompletny niewypał. Potrafię się do tego przyznać, wciąż to boli. Jechałem po medal, przyjechałem na 14. miejscu.
Na pocieszenie wciąż dyktowałem warunki w Polsce. Wspólnie ze Zbyszkiem Wandachowiczem rozgrywaliśmy wszystkie wyścigi między sobą. Myślałem jednak o zagranicy, szukałem dziury w całym. Chociaż miałem nowy, dużo lepszy sprzęt, to już myślałem o następnym, o zmianie pozycji siedzenia. Jeździłem najszybciej w karierze, a wyników w Europie brakowało. Chcę się rozwijać, rozwijam się, wyników zero. Bałem się, że firma Vobis, która zapewnia mi fundusze na wszystko, wyrzuca pieniądze w błoto. Jedynie miasto mogło być ze mnie zadowolone. W Polsce wygrywałem, pół świata już mnie zna, wiedzą że jestem z Polski, wiedzą coś o Polsce, wiedzą, gdzie leży Szczecin.
Powrót do żywych
Tak określam końcówkę sezonu. Podczas wyprawy na maraton do Frankfurtu zaszczycił mnie obecnością dr Krupecki, a jego doświadczenie otworzyło mi szerzej oczy. Wytknął przedstartowe błędy, błędy w technice jazdy, podsunął myśl o lekkiej modyfikacji sprzętu. Wybił mi z głowy zmianę sprzętu. W dwa dni dowiedziałem się więcej niż przez ostatnie dwa lata.
Wstąpiłem w szeregi światowego Achilles Track Club, organizacji wyciągającej niepełnosprawnych wszelkiego rodzaju z domów, zachęcającej do "ruszania się", otwierającej na życie w społeczeństwie. Jest to taki odpowiednik naszych "Startów", tylko że w światowym rozmiarze, bazujący na wolontariuszach. Bardzo odpowiada mi ich entuzjazm, plany wprowadza się w życie, a nie odkłada w czasie. Świętem ludzi Achillesa jest New York City Marathon, największy maraton na świecie. Spędziłem tam fantastyczny tydzień, w samym wyścigu byłem trzeci, co pozwoliło mi - po słabszym środku sezonu - uznać rok za udany. Teraz Nowy Jork jest dla mnie jak Mekka - sportowa, kulturalna. Chcę tam wrócić.
Marzenia o Pekinie
W Szczecinie żyje mi się przyjemnie. Oprócz paru wilków jest bardzo dużo ludzi, którzy interesują się tym, co robię, zaczepiają na ulicy, w piekarni, mówią, że kibicują, pytają co będzie dalej, a nadchodzi rok olimpijski. Czy dla mnie? Nie wiem, i nie wiem, kiedy będę wiedział. Rozum podpowiada, że nie pojadę. Dla Warszawy liczyła się w tym roku tylko jedna impreza, czyli nieudane dla mnie Mistrzostwa Świata. Jest dodatkowo beznadziejnie opracowany, światowy system liczenia krajowych punktów (np. Austriak, który skończył ze ściganiem prawie 3 lata temu, jest czwarty w rankingu). Nie wszędzie rozpoczął się XXI wiek. Oznacza to, że Polsce przysługuje tylko jedno miejsce. Pewnie przypadnie ono torowemu tandemowi (w pełni zasłużenie, są mistrzami świata). Gdy pojawi się drugie miejsce, przewiduje się wysłanie drugiego tandemu, a to już wydaje mi się nie do końca sprawiedliwe. Myślę, że w krajowej skali przyczyniłem się do popularyzacji naszej dyscypliny, otwieram drzwi innym, reklamuję sport osób niepełnosprawnych. W światowej skali wielki szum (nawet w prasie motoryzacyjnej) wywołał start w Nowym Jorku Aleksa Zanardiego, byłego kierowcy Formuły 1. Handbike robi się coraz popularniejszy, jest otwarty dla ludzi, dostrzegany przez media. Na asfalcie mogę wygrać ze wszystkimi na świecie, a ze sposobem myślenia części działaczy żyć muszę.
Dalej stoi przy mnie firma Vobis, dzięki czemu mam dalszą możliwość rozwoju. W przyszłym roku wystartuję w bardzo wielu atrakcyjnych imprezach. Pomagają mi wioślarze, rodzimy Start, Achilles, mam przychylność ze strony szczecińskich urzędów. Brakuje mi jedynie startów z orzełkiem na piersi. Oby 2008 rok był dla całego szczecińskiego środowiska sportowego lepszym. Życzę działaczom, aby otworzyli się na naszych zachodnich sąsiadów, aby uwierzyli w pomysły "młodych". Wiem, że Szczecin przestanie być miastem Mistrzów Świata, zacznie być miastem Mistrzów Olimpijskich.
WF z mistrzem
W ramach akcji "Szczecin Miastem mistrzów" miałem dziś ogromną przyjemność spotkania młodych ludzi z ZSO nr 8 w Szczecinie. Zostałem tym spotkaniem bardzo pozytywnie zaskoczony. Nie spodziewałem przez chwilę nawet, że uda się utrzymać uwagę młodych ludzi przez 1,5 godziny. Zostałem tam tak miło przyjęty, że aż czułem się nieswojo. Obecni byli przedstawiciele miasta, dwie stacje telewizyjne (obecne od początku do końca!) i ci najważniejsi, czyli młodzież. Zostałem zasypany pytaniami (i bardzo dobrze bo inaczej głupoty opowiadam), na koniec wspólnym fotografiom i uściskom dłoni nie było końca. Bardzo się cieszę z tego spotkania, mam nadzieję, że trafiłem do przynajmniej jednej młodej głowy, że ktoś zrozumiał że niepełnosprawność jest względna, że ważne to co w głowie.
Zobacz materiał Magazynu Sportowego TVP Szczecin:
To nie był jednak dla mnie koniec dnia. Wieczorem sporo godzin spędziłem jeszcze na badaniach wydolnościowych pod okiem dr Krupeckiego, którym przyglądali się inni szczecińscy trenerzy uczestniczący w miejskim programie doszkalania szkoleniowców. W pewnym sensie posłużyłem do cełów naukowych, jednak w tak wybitym gronie to była również przyjemność.
TVN24: Światowy Dzień Osób Niepełnosprawnych
White Eagle: Arek wierzy w start na upragnionej olimpiadzie
W wydaniu z 14 września, amerykańska gazeta Biały Orzeł/White Eagle (the new voice of Polonia) sprawdziła co u mnie słychać. Oto co było do przeczytania:
Arkadiusz Skrzypiński, parakolarz, który w kwietniu tego roku zajął II miejsce w 111. Maratonie Bostońskim, ciągle walczy o kolejce punkty IPC (International Paralympic Committee), tak potrzebne do spełnienia jego największego marzenia, czyli startu na Igrzyskach Paraolimpijskich w Pekinie.
| From Milano. Parabiago (ITA) 2007 |
Od startu w Bostonie Arkadiusz wystąpił już w ponad 10 wyścigach w kraju i za granicą. Te najważniejsze występy to udział w Mistrzostwach Świata WHF (Word Handcycling Federation) w Parabiago we Włoszech oraz w Pucharze Europy EHC (European Handbike Circuit) w czeskich Lunach. W przedostatni weekend lipca Arkadiusz zbierał punkty IPC podczas startów w Europa Cup „Bavaria” w Holzkirchen, niedaleko Monachium. Niestety, udział w tej imprezie nie może uznać za udany. W pierwszy dzień rywalizacja – została przerwana, gdyż organizatorzy (oraz wielu zawodników) przegrali z burzą. Na drugi dzień Arkadiusz i jego koledzy wystartowali do wyścigu ze startu wspólnego. Rywalizację z dużą przewagą wygrał Holender Don van Den Linden. Skrzypiński zajął dopiero 12. pozycję. Niepocieszony wrócił do kraju i już przygotowuje się do kolejnego startu. Pod koniec sierpnia będzie walczył o medal w kolarskich Mistrzostwach Świata IPC, które odbędą się we francuskim Bordeaux.
Dwa razy 5.
Na szczęście dla Arka i jego kibiców, wcześniejsze starty zawodnika Vobis Startu Szczecin były o wiele bardziej udane. Szczecinianin liczył na medal w czerwcowych Mistrzostwach Świata, które odbyły się w Parabiago. – Czułem się doskonale, byłem bardzo dobrze przygotowany do startu – przyznaje sportowiec. Jednak zarówno w wyścigu ze startu wspólnego, jak i w czasówce zajął 5. miejsca. Do medalu, na który po cichu liczył, brakło bardzo niewiele – przede wszystkim szczęścia, ale… taki jest sport. – Kilka okrążeń przed metą planowałem już finałową akcję. Niestety, było błędem, że na ostatnim zakręcie byłem po zewnętrznej i dałem się wypchnąć z toru jazdy – opowiada. Podczas jazdy na czas Arek miał największą przeciętną prędkość w życiu. Jednak czterech rywali pojechało jeszcze lepiej i wyprzedziło Polaka. Mimo braku medalu Skrzypiński był i tak zadowolony ze swoich startów, a przede wszystkim z poziomu organizacji. Włosi bardzo dobrze przygotowali mistrzowskie zawody. Na trasie wyścigów zawodników dopingowały tłumy kibiców, a ich zmagania dokumentowało wiele ekip dziennikarskich. W Parabiago podczas jazdy indywidualnej na czas przed każdym zawodnikiem jechał motocyklista, który torował drogę. Nigdzie do tej pory tego nie było.
Lider w kraju
Podczas Pucharu Europy EHC w Czechach Arek startował zarówno w jeździe indywidualnej na czas, jak i w kryterium ulicznym. W pierwszym wyścigu zajął 7. miejsce. Lepiej poszło mu na drugi dzień, gdy zmagania ukończył na trzecim stopniu podium. Po wyścigu Skrzypiński był zadowolony ze swojej pozycji, ale nie do końca. – Byłem trzeci, ale za to, że pozwoliłem na skuteczny atak Niemcom, powinienem mieć naganę – mówił po wyścigu.
Po startach w Czechach Arek wraz z innymi reprezentantami kraju udał się do Niemiec, gdzie wystąpił w Maxi Maratonie w Heidelbergu. Skrzypiński ukończył wyścig na 5. miejscu – najwyższym wśród Polaków. – Ten wyjazd kadry pokazał, że idziemy w dobrą stronę, że trzeba poprawić jeszcze kilka rzeczy od organizacyjnej strony, że potrzebujemy więcej zagranicznych startów. Pokazał jednak nasz duży potencjał – twierdzi Arek.
Przed zagranicznymi wojażami Szczecinianin startował także w kraju. W Cracovia Maratonie i w dwóch mniejszych imprezach zajął 1. miejsca, potwierdzając, że jest najlepszy w Polsce. W Szczecinie pojawił się ba billboardach promujących miasto. Pozycja lidera w kraju nie gwarantuje mu jednak udziału w przyszłorocznej olimpiadzie. W Polsce ciągle kuleje organizacja działaczy, a Arek nie wszystko może zrobić sam. My możemy go spotkać już 4 listopada podczas New York City Marathon, gdzie zakończy sezon i prawdopodobnie w następnym Boston Marathon, gdzie – miejmy nadzieję – poprawi swoje 2. miejsce, którego do dziś nie może odżałować.
Monika Banach
JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL






















