Wczoraj dotarła do mnie wiadomość, że kilka dni temu śmierć zabrała członka mojego teamu, przyjaciela, Thomasa Lange z Berlina. Był fantastycznym człowiekiem, w sporcie obdarował mnie doskonałymi radami. Miał specyficzne poczucie humoru, podczas wspólnych podróży uczył się polskiego z dźwięków map w gps, doskonale wymawiał „skręć w prawo”.
Zabrałem go do Krakowa, a latem miał przyjechać do mojego Szczecina. Gdy polscy zawodnicy coś o nim mówili to jego kodem był „Śpiący Rycerz” i już wszyscy wiedzieli o kim mowa. Miał nieprawdopodobne zdolności organizmu, łamał bariery bijąc rekord Guinessa w jeździe 24h.
Zdjęcie przedstawia dzień, w którym jego handbike trafił do Muzeum Techniki, mieliśmy je razem zwiedzić. Był pilotem, jego ostatni lot awionetką skończył się jednak przedwcześnie.























