Ryzyko, wiara
Długo już chodzi mi po głowie trochę myśli, które chcę tu stopniowo napisać. Jestem na sportowej drodze i myślę, że powoli dociera do mojej głowy wiedza o czynnikach jakie trzeba spełnić aby osiągnąć sukces.
Pierwszym, o którym chcę wspomnieć jest "ryzyko". Jestem pewien, że trzeba je podejmować. Zachowawcze podejście w żadnej dyscyplinie sportu nie może gwarantować sukcesu. Wyjątkiem są tylko ludzie, którzy biją swych rywali o 3-4 klasy, oni mogą sobie czasem pozwolić na taką ekstrawagancję, choć jest to zachowanie niewskazane. Ile razy mecze drużyn piłkarskich będących na minimalnym prowadzeniu kończyły się remisami, nawet porażkami? Jak skończyła się dla Rosjan "pewność siebie" w siatkarskim meczu z Polską przy prowadzeniu 2:0 na MŚ? Pewność siebie, zachowawcze podejście, lekceważenie rywala może "zabić".
Wrócę jednak do ryzyka. Często jest to jedyna droga do sukcesu. Ryzyko połączone z zaskoczeniem może dawać piorunujące efekty. Jak się to ma do Handbike'ów? Podam przykład: Alejandro Albor na kolarskich MŚ zaatakował praktycznie na linii startu. Chyba nikt nie wierzył że może uciekać cały dystans w ulewnym deszczu. On to zrobił i jest dziś mistrzem Świata, ryzyko się opłaciło.
Co robić jeśli znajdujemy się w wyrównanej grupie? Wtedy trzeba myśleć, szukać detali, wszystkiego co może zwiększyć szanse, zmęczyć rywali, zniechęcić ich. Potrafisz jechać pod górę? To dawaj na max'a i się jeszcze uśmiechaj, jeśli nie na pierwszej to na trzeciej górce będziesz już sam. Sprzęt? Ryzykować, ryzykować i ryzykować. Wierzyć w to co się zrobiło, wymyśliło. Mój handbike do dziś jest nietypowy na światowych trasach. Gdy go zamawiałem to zrobiłem praktycznie wszystko inaczej niż jest w standardzie. Inna długość korb napędowych, szosowa kaseta (choć w świecie prawie wszyscy używają górskich), pozycja siedzenia, oparcie (a właściwie jego brak). Nie wiedziałem jak ma być, ale czułem jak ma być. Mogłem się strasznie mylić. Totalne ryzyko, które się finalnie opłaciło. Już wiem że w roku przyszłym też zaskoczę świat czymś nowym, mam coś co powinno dać mi większą moc. Nie jestem tego jeszcze pewien, ale czuję że tak będzie. Ryzykować można też oponami. Naprawdę jest między nimi różnica nie tylko w cenie! Myślę że bardzo mi pomógł ryzyk/fizyk z oponkami, które "strzelają" w rękach. Guma zawsze wytrzymywała i dawała mi cenny czas, oszczędność siły. To wszystko to detale, które składają się na sukces. Ryzyko, wiara, zaskoczenie.
Ból
Ból trzeba lubić, szanować. Bólu trzeba słuchać, umieć zrozumieć. Ból nie jest zły, przesyła nam bardzo cenne informacje podczas zawodów, treningu.
Gdy się odezwie na treningu najczęściej to oznacza "czas kończyć". Na zawodach co innego, oznacza że rywale mogą mieć podobny problem. I co z tego? Bardzo dużo! Pokonaj ból, jedź dalej. Znaczy to że dajesz z siebie wszystko. Znaczy że możesz wygrać, to również znaczy że gdy przegrasz, gdy się nie uda to będziesz wiedział że zrobiłeś wszystko, że po prostu był ktoś od ciebie lepszy i zasłużył na zwycięstwo.
Koncentracja
Bez koncentracji na treningu ciężko coś zrobić. Zwróć uwagę, że gdy twe myśli krążą gdzieś daleko to wykonujesz wolniejsze ruchy, mniej dokładne. Praca traci sens, szkoda czasu.
Na zawodach koncentracja jest wymagana przez 100% czasu, mózg musi pracować pełną parą. Trzeba cały czas obserwować groźnych rywali, sprawdzać ich "taktykę na dziś", wiedzieć co planują, jak wyglądają. Dobrze jest znać trasę i mieć "własny plan", realizować go.
Jest ciekawy "efekt uboczny" koncentracji. Startowałem już w paru miejscach na Ziemi i NIC nie widziałem. Np. kilka razy przejechałem cały Berlin, byłem w Londynie. W miastach tych trasa prowadzi obok wspaniałych budowli architektonicznych. Często widzę materiał z TV, fotografie i zawsze jestem zaskoczony miejscami, w których byłem, a nie widziałem.
"Iskra"
Koncentracja, ryzyko i wiara do sukcesu mogą nie wystarczyć. Wiele można wypracować, ale nie wszystko. Bez daru od Boga, jego iskry, talentu na sportowy szczyt można nie wejść nigdy. Ja może i jakieś predyspozycje, zdolności mam, ale czy posiadam tą "iskrę"? Raczej nie, ale wierzę w siebie, w to co robię. Za kilka lat poznam odpowiedź gdzie można dojść dzięki ciężkiej pracy.
Fundusze
Ostatnia część, smutna część. Możesz mieć dar od Boga, talent, wszystko i nie móc nic osiągnąć. Niestety nastały czasy, że nie ma już taniego sportu, wszystko kosztuje. Wielkich pieniędzy potrzeba na sprzęt, nawet na małe detale, które składają się na jego jakość. Gdy nawet zdobędziesz bajeczny sprzęt to ile czasu on będzie najlepszy? Kiedy nastąpi postęp technologiczny? I co potem?
Tylko treningi? Nie pojechać na zawody? Krajowa wyprawa może sporo kosztować, a co dopiero zagranica gdzie rywali więcej, ciekawiej. A odżywki, odnowa biologiczna? Jest tego pełno. Jak to opanować bez funduszy? Odpowiedź: nie da się.
Ja miałem strasznie dużo szczęścia rozpoczynając współpracę z firmą Vobis. Dzięki sponsoringowi nie mam żadnych kłopotów patrząc od strony sportowej. Mam doskonały sprzęt, wspaniałych współtowarzyszy sukcesów. Cały zastęp ludzi bez których dalej sportem bym się jedynie bawił. Tej internetowej strony by nie było. By nie było medalu Mistrzostw Europy, Pucharu Świata, niczego by nie było (jak w Białymstoku:). A tak wszystko się ciągle rozpędza i myślę że w roku przyszłym was wszystkich jeszcze parę razy zaskoczę. KONIEC






















