Media 2005

Głos: Pasja i kłopoty

Głos Szczeciński

  Arkadiusz Skrzypiński to mistrz i rekordzista kraju w maratonie na ręcznym rowerze. Na co dzień Arek porusza się o kulach, ale kiedy wsiądzie na wózek wyścigowy lub specjalistyczny rower nikt nie ma wątpliwości, że to prawdziwy sportowiec.

Arkadiusz Skrzypiński nie ma sobie równych także w rywalizacji z pełnosprawnymi sportowcami.

Od kilku lat Arek reprezentuje barwy klubu Vobis Start Szczecin. Jednak ten sezon był dla niego wyjątkowy. Przesiadł się z wózka na handbike, czyli rower ręczny. Sukcesy przyszły natychmiast. Mistrzostwo Polski zdobyte w Poznaniu oraz rekord kraju pobity podczas maratonu we Frankfurcie (1:12.43) mogą napawać optymizmem.

  Rower na ręce

  - Rower ręczny robi furorę wśród osób niepełnosprawnych, pozwala bawić się w kolarstwo i cieszyć życiem - mówi Arkadiusz Skrzypiński.
  Handbike także integruje. W organizowanych na całym świecie zawodach na handbike'ach startują również pełnosprawni zawodnicy. Jednak w kraju Arek nie ma sobie równych. Jest najlepszy w kategorii skupiających wszystkich, czyli open.
  W Polsce ta dyscyplina rozwija się w bardzo szybkim tempie a nasi sportowcy - o czym mało kto wie - odnoszą znaczące sukcesy i śmiało rywalizują z najlepszymi na świecie. Od lat na międzynarodowej arenie widoczny jest Bogdan Król a Tomasz Hamerlak (medalista maratoński z paraolimpiady w Atenach) planuje przesiadkę z wózka sportowego na handbike. Mamy też w Polsce utalentowane panie, np. Monika Pudlis w New York City Marathon była trzecia.

  A kadry nie ma

  - Dla mnie ten temat jest również bliski i ważny - jestem rekordzistą i mistrzem Polski, a w światowych rankingach udało mi się znaleźć w pierwszej 20-tce - podsumowuje udany sezon Skrzypiński. - Handbike to moja pasja, duma i sposób życia. Dlatego martwię się problemami związanymi z powołaniem oficjalnej kadry Polski w tej dyscyplinie sportowej.
  A jej wciąż nie ma. W Polsce nie ma związku skupiającego handbike'owców, choć wielu zawodników pisało już w tej sprawie do ministerstwa lub nalegało na warszawską radę główną Klubu Inwalidów Start. Najbliższa paraolimpiada za niespełna trzy lata. Szkoda byłoby zmarnować szansę. Tym bardziej, że udział w najbliższej olimpiadzie w Pekinie to przecież marzenie każdego sportowca. Szczególnie gdy wierzy, że mógłby do Polski wrócić z medalem.
  Problem tkwi również w finansach. Nowoczesny sprzęt kosztuje, a świat cały czas idzie do przodu. Żeby wyniki Polaków mogły być jeszcze lepsze, trzeba czegoś więcej niż samego wysiłku i ciężkiej pracy na treningach.

  Zapał Arka, zapałem innych

  - Zwyciężamy w wielu imprezach dzięki własnemu zapałowi i wsparciu sponsorów. Nasz udział w zawodach i osiąganie wyników jest możliwe, jeżeli przekonamy innych do współfinansowania wyjazdów czy zakupu lepszego sprzętu. Pomimo pomocy sponsorów, bez oficjalnej kadry Polski, nie mamy szansy na medal w mistrzostwach świata, czy na Paraolimpiadzie - twierdzi Skrzypiński.

  Arkowi pomaga m.in. firma Vobis. Wiadomo już, że dzięki finansowemu wsparciu szczecinianin pojedzie w okresie zimowym na kilka tygodni do Australii, gdzie w marcu (5-20.03.2006), będzie mógł przygotowywać się w doskonałych warunkach (na asfalcie) do sezonu letniego. Jako ciekawostkę warto podać, że nad kondycją Skrzypińskiego pracuje były trener kadry wioślarzy, doktor Instytutu Kultury Fizycznej w Szczecinie - Krzysztof Krupecki. Arek jest więc w dobrych rękach.

stez

GW: Wykorzystajcie swój czas

Gazeta Wyborcza: Wały Chrobrego

  Urodziłem się, jak to się mówi, niepełnosprawny. By się wygodnie poruszać, potrzebuję kul. Czy jestem inny? Czy jestem gorszy? Czy na to, kim jestem, mam jakiś wpływ? Myślę, że mam i to spory. Ludzie jadą szukać szczęścia do USA, Niemiec. I na czym polega ten fenomen "poszukiwaczy złota"? Na wierze, że się uda! Mnie do poszukiwań szczęścia i spełnienia wystarczy to, co mam w głowie

  JAKUB LISOWSKI

  Arkadiusz Skrzypiński, 30-letni szczecinianin, to najlepszy polski zawodnik w wyścigach handbike'ów (czyli ręcznych rowerów). Karierę w tej dyscyplinie zaczął w tym roku. Wystartował już w 18 maratonach. Zwyciężył 13 razy.

  Miałem masę szczęścia. Trzeba było jednak zawsze mu trochę pomóc. Wiem, że nic nie przyjdzie samo

  Sport pasjonował go od zawsze. Kibicował Pogoni Szczecin, nie opuszczał żadnego meczu portowców na Twardowskiego, bywał na wyjazdach. Po ukończeniu liceum, w połowie lat 90., został współpracownikiem Polskiego Radia Szczecin. Tam poznał redaktora Cezarego Guriewa z redakcji sportowej.
  - W 1996 r., tuż przed świętami, wysłał mnie do szczecińskiego klubu sportowców-inwalidów Start. Miałem przygotować fajny materiał o zawodnikach - opowiada Arek. - I tam się zaczęło. Spotkałem wspaniałych ludzi, którzy pokazali mi, że świat nie kończy się na Szczecinie. Dzięki klubowi byłem w chyba każdym zakątku Polski.
  Najpierw próbował sił w sekcji strzeleckiej, z niezłym skutkiem.
  - Ale kiedy zobaczyłem wyścigi na wózkach sportowych podczas "Szczecińskiej Dwudziestki", wiedziałem, że to sport dla mnie - opowiada. - Strzelanie odbywało się w ciemniej hali, a na wózkach byli kibice, piękne trasy, wyjazdy, przygody. Jednym słowem - życie.
  Zbigniew Wandachowicz (najlepszy szczecinianin ścigający się na wózkach) nie dał się długo prosić o pozwolenie na trening i udział w zawodach. Szybko zauważył, że ma do czynienia ze sportowcem z charakterem. Wandachowicz dał Skrzypińskiemu wózek własnej roboty. - Wyglądał jak taczka - opisuje Arek. - Ale na tej taczce nauczyłem się jeździć.
  Kilka miesięcy później miał już lepszy sprzęt i pierwsze sukcesy,
  - Znów czysty przypadek - zarzeka się. - W 1998 r. w Knurowie rozgrywany był Bieg Barbórkowy i z pomocą kolegi chciałem wygrać z pewnym zawodnikiem. Kolega nie chciał mi jednak pomóc, więc tak się zmobilizowałem, że sam wygrałem wyścig.


Arkadiusz na swoim handbike'u podczas Półmaratonu Gryfa. Maszyna osiąga prędkość do 60 km na godz. To dużo więcej, niż wózek sportowy. Prędkość to zasługa napędu: w wózkach sportowych pchają tylne koła, w handbike'ach - pedałują rękoma

  Nie zawsze wszystko wyjdzie dobrze. Więc nie wolno się załamywać. Trzeba się uzbroić w cierpliwość i czekać! Nie marzyć, nie śnić. Czekać, mieć plan i spokojnie, powoli do niego dążyć

  W 2000 r. miał szansę wyjechać na paraolimpiadę w Sydney. Był już wtedy w polskiej czołówce wózkowiczów. Ale podczas rutynowych badań kadry narodowej lekarze wykryli u niego kamienie na nerkach i zamiast na igrzyskach, wylądował w szpitalu.
  Po wyjściu zacisnął zęby, trenował i jesienią tego samego roku wrócił do sportu. Podczas jednego ze startów w jego wózku pękła rama. Sam mocno nie ucierpiał, ale wózek nadawał się na złom. To był zły czas: nie mógł znaleźć sponsorów, którzy sfinansowaliby zakup nowoczesnego wózka (koszt to kilkadziesiąt tysięcy złotych), więc ścigał się na sprzęcie gorszej klasy. Wyniki też były gorsze.
  W końcu w ubiegłym roku postanowił się przesiąść na handbike'a. Decyzja była zaskakująca, bo jeszcze dwa lata wcześniej był ich zadeklarowanym przeciwnikiem.
  - Wózki sportowe w Polsce zamierają. Nie ma dopływu nowych, silnych zawodników, a ręczne rowery wydają się wszystkim bardzo atrakcyjne podczas jazdy - tłumaczy Arek. - Różnice w osiąganych prędkościach powodują, że na mecie wózek jest niezauważony, znika splendor i przyjemność ścigania się dla zwycięzcy i uczestników. Jedyne rozwiązanie to przesiąść się na handbike'a.
  To był strzał w dziesiątkę. Na wózku był w czołówce Polski, na handbike'u w ciągu pół roku trafił do czołówki światowej. Nie ma sobie równych w Polsce. Na 14 występów w krajowych zawodach odniósł 13 zwycięstw. W dodatku prawie za każdym razem bił rekord Polski. Ostatnio - w zeszłą niedzielę we Frankfurcie, gdzie osiągnął wynik 1:12,43 godz. Jeszcze w marcu dystans maratonu (42,195 km) pokonywał w ponad półtorej godziny.


Arkadiusz i Jędrzej. - Urodził się w czepku, więc o jego przyszłość jestem spokojny - mówi szczęśliwy tata

  Lata całe patrzyłem, szukałem i znalazłem

  Siedem lat temu w Gdańsku poznał Magdę.
  - Była wtedy dziewczyną kolegi - opowiada. - Od razu wpadła mi w oko, ale czekałem na swoją szansę, bo jestem cierpliwy. Kiedy wreszcie udało się do niej zagadać, to w ciągu dwóch miesięcy była już moją narzeczoną.
  Potem jak w filmie: przed rokiem wzieli ślub, w kwietniu przyszedł na świat Jędrzej.
  - Ustaliłem z żoną, że w ciągu tygodnia obroni pracę magisterską i urodzi dziecko - wspomina Arek. - Wybierałem się na maraton i chciałem mieć spokojną głowę. Magda "wykonała" polecenie. W dniu obrony pracy wróciła do domu, zjedliśmy obiad, a po nim zawiozłem ją do szpitala. Na drugi dzień - 15 kwietnia - narodził się Jędrzej.
  Synkowi dedykował triumf w maratonie w Krakowie, gdy na ostatnich metrach wykonał kołyskę znaną z boisk piłkarskich.
  - Historia kołem się toczy - mówi Arek. - Teraz wprowadzam w życie Jędrusia. Urodził się w czepku, więc o jego przyszłość jestem spokojny.

  Wychodźcie z domów, poznawajcie ludzi, szukajcie szczęścia

  Teraz najważniejsza jest rodzina, własne mieszkanie. A w grudniu początek przygotowań do nowego sezonu. Czekają go wizyty w siłowni, a później treningi na szosie. Znów w okolicach Dobrej. Są i cele na 2006 r. Zwycięstwo w Handbike Citymarathon Trophy (siedem największych maratonów w Niemczech), bo obiecał to we Frankfurcie dyrektorowi tego cyklu, start w Nowym Jorku, medal Mistrzostw Europy w Portugalii, start w mistrzostwach Świata w Szwajcarii i podtrzymanie krajowej passy. W dalszej perspektywie są oczywiście igrzyska w Pekinie.
  Za zwycięstwa w wyścigach nie płacą na tyle dobrze, by można było utrzymywać rodzinę. Skrzypiński, od czasu zakończenia przygody z radiem, pracuje na Wydziale Informatyki Politechniki Szczecińskiej, składa tam teksty w pracowni poligraficznej. Zwierzchnicy na Politechnice pomagają mu jak mogą, w godzeniu obowiązków z karierą sportowca. Gdyby nie ich przychylność, nie było by tak wielu sukcesów.
  - Czuję, jak bardzo się zmieniłem przez sport - mówi Arek. - Dzięki temu nie jestem postrzegany jako "standardowy" inwalida. Nabrałem pewności siebie, mam cele, które staram się realizować. Już nie widzę przed sobą żadnych barier w rodzinie i na aranie sportowej. Czy dobrze wykorzystałem czas? Pewnie tak. Myślę, że tak mogą wszyscy. Wychodźcie z domów. Idźcie dalej, poznawajcie ludzi, szukajcie szczęścia. Życie nie musi być szare.

  * śródtytuły to cytaty z autobiografii Arka opublikowanej na jego stronie internetowej http://skrzypinski.vobis.pl

Frankfurt Marathon w HR

GW: W Polsce prawie niepokonany

Gazeta Wyborcza: Szczecin

  Arkadiusz Skrzypiński wciąż wygrywa w konkurencji handbike. Ostatnio w Kaliszu podczas XXI Supermaratonu Calisia. Było to jego 13. zwycięstwo w 14. starcie w tym sezonie w Polsce

  Skrzypiński dość pewnie zostawił rywali w tyle, ale już nie chce pokonywać 100 km. - Zbyt duży ubytek sił - mówi zawodnik Vobisu Start Szczecin.

  Występ w supermaratonie był jego 18. startem w tym roku i 13. zwycięstwem (na 14 startów w Polsce). Pięciokrotnie poprawiał rekord Polski w maratonie. W imprezach w Europie też szło mu całkiem dobrze - zawsze miejsce w czołówce.
  Czy zwycięstwa już go nie nudzą? - Dlaczego? Po to trenuję. Widać efekt lat treningu, pomocy sponsora i doświadczenia zdobytego w startach zagranicznych - odpowiada. - W Polsce nie ma zbyt wielu zawodników. Część jednak reprezentuje solidny poziom, siedzą na ogonie i mają jeden cel: pokonać mnie. W sezonie 2006 planuję być jeszcze szybszy, chcę wygrywać też w świecie. W Polsce pojawił się jednak chłopak, z którym będę miał ogromny problem. Na szczęście to mój kolega, więc w kraju będziemy walczyć, a na światowych imprezach zapewne współpracować.
  Sukcesy to wynik codziennych treningów, najczęściej na trasie w okolicach Dobrej i Lubieszyna. Jesienią i zimą coraz częstsze będą wizyty w siłowni.
  Przed nim start we Franfurt Marathon.
  - Dopiero po występie w Niemczech rozpocznę mały zasłużony odpoczynek. Pojadę, ale rekreacyjnie, w święto 11 listopada - mówi Arek.
  W tym roku sukcesy Skrzypińskiego cieszą tym bardziej, że zawodnik wrócił do sportu po długiej przerwie spowodowanej kontuzją. Pierwszy raz startuje w konkurencji handbike, a rywali przybywa.
  - Handbike przestaje być uważany za sport osób niepełnosprawnych, tylko za "normalną" dyscyplinę. Startuje coraz więcej pełnosprawnych zawodników i poziom się podnosi. Dyscyplina zbliża się do kolarstwa, np. w Holandii nasze zawody odbywają się przy okazji wyścigów kolarskich.
  Być może w 2006 r. Skrzypiński (o swoich sukcesach zawodnik informuje na swojej stronie internetowej http://skrzypinski.vobis.pl) spróbuje ustanowić nieoficjalny (do tej pory nie notuje się takich wyników) rekord świata w jeździe godzinnej na szczecińskim welodromie. Pomysł jest, ale do realizacji droga daleka.

LIS

EXTREMIUM: podróże, wyzwania, sporty ekstremalne, przygoda

EXTREMIUM

   Wizyta na stronie internetowej Arkadiusza Skrzypińskiego, gdzie oprócz relacjonowania swoich poczynań sportowych (jest maratończykiem, ściga się na handbike'u) opowiada historię swojego życia, pozostaje w pamięci na długo. Właściwie powinna być obowiązkowym ruchem każdego niepełnosprawnego - jest tak budująca i napawająca optymizmem. Arkadiusz Skrzypiński, jak sam mówi, nie czuje się niepełnosprawny. Jest przede wszystkim sportowcem. I żywym przykładem na to, że osoba niepełnosprawna może wieść barwne i bardzo aktywne życie.

   Na stronie internetowej pisze Pan "świat jest mój" - to brzmi jak bajka w ustach osoby niepełnosprawnej, zwłaszcza w Polsce. W ogóle Pana historia jest jak piękny sen. Zdaje się, że ominął Pan wszelkie pułapki, w które osoba niepełnosprawna może wpaść: izolacja, odrzucenie, samotność, zamknięcie się w czterech ścianach, bezrobocie, niskie poczucie wartości, nieporadność - to Pana w ogóle nie dotyczy. Jest za to podziwu godna aktywność, przyjaźń, praca, miłość, ojcostwo, no i sukcesy sportowe. Jak to możliwe? Czy naprawdę miał Pan tyle szczęścia, czy to raczej kwestia odpowiedniej postawy życiowej?
  Bez szczęścia by się zapewne nie udało - ono popycha mnie dalej i dalej. Idę przez życie jak najprostszą drogą, nie po trupach. Staram się nie mieć marzeń, jedynie plany a te cierpliwie realizuje. Gdy któryś się nie powiedzie, to przechodzę do następnego i nie rozmyślam o niepowodzeniach - szkoda czasu i nerwów. Wiele razy podejmowałem decyzje przy pomocy instynktu, ryzyk-fizyk. Staram się działać metodą przyczyna-skutek. Nic samo się nie zrobi. Wiem, że nie ma na co czekać. Staram się działać a dalej już często samo życie tak się rozpędza, że dnia brakuje. Nie wierzę w przyjaźń, ale wierzę w ludzi. A do nich mam masę szczęścia. Staram się nie mieć wrogów, żyć w zgodzie z przyrodą i innymi.

  Jest Pan maratończykiem. Dlaczego akurat maratony?
  Do sportu trafiłem będąc współpracownikiem szczecińskiego radia. Miałem przygotować materiał o niepełnosprawnych sportowcach i już z nimi zostałem. Na początku było strzelectwo - ja, pistolet, tarcza i hala. Gdy pierwszy raz zobaczyłem wyścig na wózkach, wiedziałem już, że to jest coś dla mnie - towarzystwo, pola, lasy, prędkość.

  Start w maratonie to olbrzymie obciążenie dla organizmu. Jak to jest w przypadku jazdy na handbike'u?
  42km na zawodach to nie bajka. Gdy utrzymuję przeciętne tętno 185, to potem potrzeba paru dni odpoczynku.

  Jak się Pan przygotowuje? Czy ma Pan specjalny plan treningowy, dietę?
  W porównaniu do treningu biegaczy mój trening jest zupełnie inny. Handbike to właściwie rower, czyli przygotowania są kolarskie. Dystans maratonu pokonuję praktycznie codziennie w ramach treningu. W gronie znajomych mam paru prawdziwych fachowców od treningu wytrzymałościowego. To, plus własne doświadczenie i szczęście, daje wyniki.

  Jaki jest Pana rekord życiowy i gdzie go Pan ustanowił?
  Na dzień dzisiejszy jest to godzina szesnaście minut z tegorocznego Pucharu Europy w Holandii. Zapewne we wrześniu w Berlinie go poprawię.

  Maratony, półmaratony, ostatnio wyścig na czas na 17 km. Jaką formę wyścigu lubi Pan najbardziej?
  Kiedyś lubiłem deszczowe dziesiątki i rozgrywanie wszystkiego na finiszu. Teraz organizm mi się przestawił i preferuję upalne maratony gdzie staram się dusić rywali tempem.

  Przesiadł się Pan z wózka sportowego na handbike. Dlaczego?
  Wózki sportowe są wspaniałą dyscypliną, jednak handbike zdobywa na świecie ogromną popularność. W Polsce większość zawodników już się przesiadła, na świecie jeżdżą całe tłumy. Patrząc po wynikach wiem, że udałem się w dobrą stronę.

  Maraton sam w sobie jest ekstremalnym wyzwaniem. Pan dodatkowo się ściga. Czy startuje Pan bardziej z myślą o pokonaniu przeciwników, czy o pokonaniu własnej słabości?
  O słabości nie myślę, wtedy się przegrywa. Kiedyś na zawodach pękła mi na pół konstrukcja wózka, krew lała się z głowy, a ja dalej myślałem o mecie. Skończyło się w szpitalu. Dla mnie starty to walka. Uwielbiam rywalizację, wygrywać. Myślę, że potrafię też przegrać. Gdy się ma dobry sprzęt i ciężko trenuje, to przegrywa się tylko z doskonałymi rywalami. Wtedy trzeba uznać ich wyższość, pogratulować i myśleć, co poprawić w treningu.

  Czy w Polsce jest duża konkurencja wśród zawodników startujących na handbike'ach?
  Zawodników jest sporo i cały czas przybywa. Takich co myślą o wygrywaniu jest teraz około pięciu. Czasami na krajowych imprezach nie ma nas zbyt wielu, jednak poziom jest naprawdę wysoki. Aby rywali było dużo, trzeba jechać za granicę.

  Próbował Pan też z powodzeniem innych sportów, zdobył medale w jeździe na nartach, w podnoszeniu ciężarów, startował w mistrzostwach w siatkówce i strzelaniu z pistoletu pneumatycznego - nie ograniczał się Pan do rekreacyjnego uprawiania sportu, tylko brał udział w zawodach. Skąd taka silna chęć współzawodnictwa?
  To wychodziło samo z siebie. Od strzelania zaczynałem przygodę ze sportem, narty to doskonały trening "pod wózek" zimą, ciężary tak samo, siatkówka wspaniale rozluźnia. Ostatnio pomocne w zwiększeniu możliwości organizmu stało się dla mnie wioślarstwo. Wszystko jest kierowane pod Handbike.

  Już jako dorosły człowiek nauczył się Pan pływać a potem nurkować. Jak podobała się Panu podwodna przygoda? Czy dalej Pan nurkuje?
  No niestety nie. Teraz już naprawdę brakuje czasu, lato całe zajęte startami. Pływanie ograniczam do basenu. Niedługo postaram się nauczyć pływać kilkumiesięcznego syna. Może kiedyś z niego będzie nurek?

  Jak bardzo uprawianie sportu wpływa na Pana życie? Co przede wszystkim Panu daje?
  Zabiera 100% czasu. Niestety, bardzo go ogranicza dla rodziny. Co mi dało? Przejechałem całą Polskę, zobaczyłem kawałek świata. Poznałem masę ludzi, żonę...

  Zawsze warto uprawiać sport, ale czy w przypadku osoby niepełnosprawnej sport daje jakąś dodatkową satysfakcję?
  Satysfakcja jest zapewne taka sama. Nie myślę o sobie jako o niepełnosprawnym.

  Jak zachęcałby Pan innych niepełnosprawnych do uprawiania sportu?
  Nie siedźcie w domach, idźcie między ludzi, świat nie musi być szary. Można wiele osiągnąć, zobaczyć. Sport to życie

Ola Dolińska

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL

Początek
Poprzednia
1

Sponsoring

Sunrise Medical

COLOS SPORT

Vobis

Craft

Tenson

Diagnostix

i-trenink.com

Rudy Project

Gregorio

Przyjaciele:

miasto Szczecin

K.S.I. Start Szczecin

Fundacja AVIVA

Wydział Informatyki Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego

Achilles International

AgaReh - Rehabilitacja i Profilaktyka w Szczecinie

Sony Ericsson

White Eagle

RehaFund

Ministerstwo Sportu i Turystyki

Patroni medialni:

TVP Szczecin

Gazeta Wyborcza Szczecin

MaratonyPolskie.pl

Text Size