Do historii jako pierwszy Polak na handbike przeszedł Leszek „Lechu” Jabłoński z Poznania. W 1998 roku będąc na zawodach lekkoatletycznych w Krauchen (Niemcy) zapoznał Amerykanów, którzy demonstrowali swój sprzęt. Wygodne siedzenie, łatwość i przyjemność jazdy to było to.

Miało to znaczenie dla przyszłości wielu zawodników rywalizujących do tej pory na wózkach sportowych. W tamtym sporcie przewagę uzyskują sportowcy posiadający „właściwą” niepełnosprawność, potrafiący „idealnie” usiąść w wózku. Posiadając przykurcze, usztywnienia nóg, itd., w światowej rywalizacji na długim dystansie jest się bez szans. Jabłoński mając lepsze i gorsze wspomnienia z „poprawiania” wyczynowych wózków, posiadając zdjęcia ręcznego roweru zabrał się do działania.
Zimą 1998/99 roku wykonał swój pierwszy testowy, wielokrotnie przecinany i spawany handbike. Z założenia miał być lekki, wykonany z aluminium, tylne koła z możliwością ustawienia zbieżności, z uwzględnieniem łożysk rozbieralnych, łatwość konserwacji. Po wielu próbach przybrał kształt widoczny na zdjęciu poniżej i służył Leszkowi przez następne dwa lata. Pierwszy wyścig z udziałem Polaka odbył się w tym samym, niemieckim Krauchen na 10 km (20 minut i 5 sekund). Pierwszy polski handbike jest w użyciu do dziś.

Początki w Polsce lekkie nie były. Jabłoński wysyłał listy do organizatorów z charakterystyką roweru, zwracał się z pytaniem o możliwość startu. Najczęściej dostawał zgodę. Przez pierwsze dwa lata był „jedynakiem”. Nie miał łatwego życia, był nielubiany przez zawodników jeżdżących na wyczynowych wózkach. Wchodził na obcy teren, na mecie pojawiał się przed wózkami i w oczach zwykłego kibica (dla którego wózek i handbike to to samo, a nie całkiem inny sport) zabierał cały splendor doskonale przygotowanym sportowcom, ludziom którzy posiadali medale MŚ. Wszyscy go jednak bacznie obserwowali, większość poszła jego śladem.

Znaleźli się następcy. Pod koniec roku 2000 Rober Nowicki z Kłodzka kupił amerykańskiego Top End’a, jako następny na wspaniałym handbike’u pokazał się Bogdan Król z Ornety. Pozwoliło mu to na krótki okres powrócić na krajowy szczyt.
Pierwszy wyścig z oddzielną od wózków klasyfikacją odbył się w roku 2001 podczas wrocławskiego maratonu. Następnie była Cracovia Maraton i dalej już poszło samo.

W 2002 roku Jabłoński wykonał kolejne rowery, na jednym z nich startowała Wanda Cejnowa z Kargowej. W ten sposób została Walentyną Tiereszkową polskich handbike’ów. Sprzętu, zawodników ciągle przybywało i duży udział miał w tym Bogdan Król zakładając grupę „Smok – Lotos Orneta”.

W 2004 roku pojawił się Jarosław Rola, który zbudował swojego górskiego handbike’a. W tym samym roku Jabłoński „dał się przejechać” Arkadiuszowi Skrzypińskiemu, który w następnym sezonie był już najszybszym z Polaków i dzięki sponsoringowi z firmy Vobis rozpoczął międzynarodowe ściganie.
W 2005 tradycyjnie silna i duża szczecińska grupa wózkowiczów sportowych z klubu Start przesiada się i rozpoczyna rywalizację w klasie handbike.
W 2006 roku Jarek zdobył Śnieżkę, Arek wygrywał na szosie, a Leszek zakończył rowerową karierę. Polska pierwszy raz ma swoich reprezentantów na Kolarskich Mistrzostwach Świata (Aigle, Szwajcaria). Są nimi szczecinianie Arkadiusz Skrzypiński i Zbigniew Wandachowicz (6. i 16. miejsce ze startu wspólnego). Wcześniej Skrzypiński wygrywa zawody Pucharu Świata podczas Tour of Britain.
Najlepszy w tamtym okresie sprzęt na świecie produkował w Warszawie Jarosław Baranowski, na jego Magnus’ach jeździła cała Polska.



2007 to dalszy rozwój tego sportu. Na Kolarskich Mistrzostwa Świata (Bordeaux, Francja) obok doświadczonych Skrzypińskiego i Wandachowicza jadą jeszcze Zbigniew Baran z Bielska i Grzegorz Żyłkiewicz ze Świeradowa. Chociaż Skrzypiński wygrał w tamtym roku m.in. 'Wild West' Hand Cycling Tour (Australia) i regularnie poprawiał rekordy Polski to jako grupa podczas MŚ nie osiągnęli dobrych wyników.

W 2008 Arkadiusz Skrzypiński m.in. wygrywa maratony w Nowym Jorku i w Bostonie, a Achilles International wybrał go „sportowcem roku na świecie”. Niestety polski związek w tym okresie ciągle nieprzychylnie postrzegał handbike i żaden reprezentant z białym orłem na piersi nie wystartował na paraolimpiadzie w Pekinie.

2009 to narodziny prawdziwej kadry Polski, pojawia się w Szczecinie trener Tomasz Bartosik, który zaczyna organizować centralne szkolenie. W kadrze sprawdzani są kolejni zawodnicy, wielu ma szansę debiutu. W niemieckim Lorsch startuje aż pięciu reprezentantów. Obok Skrzypińskiego i Wandachowicza pojawia się Robert Nowicki (Kłodzko), Dariusz Kołecki (Elbląg). Jest i pierwszy raz kobieta Monika Pudlis z Ornety („wychowywana” przez Bogdana Króla), która następnie podczas Kolarskich Mistrzostw Świata (Bogogno, Włochy) ociera się o medal. Startowała tam na kolejnej ewolucji handbike Jarka Baranowskiego, który w spółce ze szwajcarami już jako Carbonbike sprzedaje sprzęt na całym świecie.

Arkadiusz Skrzypiński staje się członkiem najsilniejszej grupy świata, niemieckiego Team Sopur. Jego kolegą z drużyny zostaje m.in. legendarny Szwajcar Heinz Frei. Sopur to producent handbike, dzięki czemu Arek ma zapewnione techniczne nowości, które następnie pokazuje na drogach całego świata. Razem ze swoim team’em przejechał m.in. Cyclotour du Léman (Szwajcaria) 180 km poniżej 5 godzin i ustanowił fantastyczny rekord świata podczas maximaratonu w Heidelbergu (Niemcy) 1 godzina 0 minut i 3 sekundy.

























